Wakacje w Chorwacji

kwatery w chorwacji
W zeszłym roku pisałem: „Udało się wszystko zgrać (dokonana rezerwacja) i jeżeli nie pojawią się jakieś nieoczekiwane przeszkody to w roku 2012 spędzimy urlop w Chorwacji.” Jednak przeszkody pojawiły się. Straciłem zaliczkę i po raz kolejny nie mogliśmy pojechać do Chorwacji. Pozostaje nam nadal wspominać jak w roku 2008 szukaliśmy miejsca na spędzenie letniego wypoczynku. Miały być to dobre i ciekawe wakacje. A było to tak….

Marzyło nam się słońce, samotne plaże, cisza… Zastanawialiśmy się nad polskim wybrzeżem, które jest piękne, ale niestety nie zapewniało nam komfortu pod względem pewnej słonecznej pogody. Poza tym kusiła nas podróż w nieznane, zobaczenie czegoś nowego. Kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy gotowi (mentalnie,  nie bez znaczenia był fakt, że dzieci osiągnęły odpowiedni wiek, poza nami były problemy pieluch, odżywek itp.) wyruszyć poza granice Polski, zadaliśmy sobie kluczowe pytanie – gdzie pojechać??? Muszę zaznaczyć, że nie jesteśmy osobami lubiącymi klimat hotelowych korytarzy, kochamy swobodę i gustujemy raczej w małych pensjonatach i spokojnych okolicach, posiadających swój tajemniczy urok.
Zasiedliśmy przed komputerem z mapą Europy. Możliwości mnóstwo, przy czym fundusze ograniczone, a więc  musieliśmy się skupić na pobliskich krajach. Kusiły nas wczasy na Węgrzech, w Bułgarii, we Włoszech. Przejrzeliśmy bazy noclegowe, analizowaliśmy dojazd. W pewnym momencie, nie pamiętam już które z nas, rzuciło propozycję spędzenia wymarzonych dwóch tygodni w Chorwacji. W ostatnich latach bardzo dużo Polaków spędza tam wakacje i generalnie wracają zadowoleni. Pojawiło się kolejne pytanie, jeżeli Chorwacja, to jaki region? Ponownie zasiedliśmy przed komputerem, zaczęliśmy przeglądać różne portale turystyczne. Każda lokalizacja kusiła inną atrakcją. Po długich analizach w końcu  dokonaliśmy wyboru -  wyspa Cres (a jak wyspa to prom? Dla takich mieszczuchów, jak my, to coś niebywałego…).

Wyspa Cres uważana jest za najbardziej niegościnną z wysp Zatoki Kvarnerskiej. Duża powierzchnia tej wyspy pokryta jest przez skały, dlatego też klimat jest tam wyjątkowo nieprzyjazny, ale jest też mało zwiedzających. Coś tajemniczego kusiło nas, aby mimo wszystko tam pojechać. Wprawdzie przerażały nas wysokie temperatury powietrza. Analizując kolejne informacje pozyskane z przewodników oraz internetu, dowiedzieliśmy się, że wyspa Cres połączona jest za pomocą zwodzonego mostu z mniejszą wysepką Lośinj (wyspę podzielili jeszcze rzymianie robiąc przekop). Okazało się, że klimat na tej wysepce jest znacznie bardziej przyjazny, rosną tu lasy i niskie krzewy. I w końcu podjęliśmy decyzję – nasze wakacje spędzimy na wyspie LOŚINJ. Po dokonaniu wyboru miejsca, zaczęliśmy zbierać dodatkowe informacje – jak dotrzeć sprawnie na miejsce, kiedy wyruszyć, jakie fundusze przeznaczyć na pobyt itp. Informacje uzyskiwaliśmy z internetu, z przewodników bądź z tzw. pierwszej ręki, a więc od osób, które spędziły wakacje w Chorwacji. Okazało się, że większa część wiedzy pozyskanej z tych tak różnych źródeł, jest nieprawdziwa bądź niepełna. Stwierdziliśmy po powrocie, że własne doświadczenia są najcenniejszym źródłem informacji dla nas samych. Nocleg udało nam się zarezerwować w miejscowości Mali Lośinj. Troszkę obawialiśmy się, że może będzie tam sporo turystów, ale rzeczywistość okazała się znacznie przyjaźniejsza i przerosła nasze najśmielsze oczekiwania.  Nastąpił wreszcie dzień wyjazdu, rzeczy zostały spakowane, paszporty przygotowane, wyruszamy…

Podróż minęła nam wyjątkowo szybko. Drogi fantastyczne, dobrze oznakowane, umożliwiły nam bardo sprawne poruszanie się. W podróż, dla komfortu, warto zaopatrzyć się w walutę euro (Czechy, Austria, Słowenia) oraz Kuny (w Chorwacji przyjmują euro, jednak przelicznik może być niekorzystny – na wybranych bramkach autostradowych można płacić kartą). Wczesnym rankiem Chorwacja przywitała nas wyjątkowo rzęsistym deszczem. Przyznam szczerze, że na tak mokre powitanie nie byliśmy przygotowani. Na szczęście, gdy płynęliśmy promem na wyspę Cres, niebo zaczęło się przejaśniać i gdzie nie gdzie promienie słońca nieśmiało próbowały się przedostać przez grubą warstwę chmur. Natomiast gdy dotarliśmy na wyspę słońca było już znacznie więcej. Pomimo zmęczenia podróżą postanowiliśmy pospacerować po miasteczku Cres, które urzekło nas od pierwszej chwili. Tajemnicze wąskie, kamienne uliczki oplatały mały ryneczek.

Prawie każdy murek, kamienny parapet, schodki porastało mnóstwo kwiatów, tworzących baldachimy, girlandy dające przyjemny chłód. Spacerując tymi pełnymi uroku uliczkami, miało się wrażenie, że przemieszcza się po czymś na kształt labiryntu – kamiennego, ale absolutnie nie ponurego. Wyjątkowe miejsce. Poza tym, czym byliśmy zaskoczeni, na każdym kroku towarzyszyły nam koty, które są znacznie większych rozmiarów i mają naturę bardziej dziką niż te, który bytują w Polsce. Po zwiedzeniu miasteczka ruszyliśmy dalej. Dalszy etap podróży wspominam szczególnie miło, gdyż widoki, które mieliśmy okazje podziwiać, zapierały nam dech w piersiach. Lazurowa woda (naprawdę lazurowa, foldery nie kłamią), skaliste skarpy porośnięte zielenią, niesamowite niebo… Byliśmy zauroczeni, pomimo przeczytania tylu różnych informacji, obejrzenia tylu różnych zdjęć, to co widzieliśmy przerosło nasze najśmielsze oczekiwania.

Lekko oszołomieni pięknem natury, w końcu dotarliśmy na miejsce naszego ostatecznego pobytu. Po odebraniu kluczy do apartamentu, rozpakowaniu rzeczy i odświeżeniu, ruszyliśmy „zbadać pobliski teren”. Mieszkaliśmy w bardzo przyjemnej, spokojnej okolicy. Okazało się, że trafiliśmy w dziesiątkę, to było właśnie to na czym nam zależało. Następnego dnia wybraliśmy się na pobliską plażę. Była to typowa kamienista plaża, otoczona płytami skalnymi. Ponieważ mamy małe dzieci, postanowiliśmy poszukać czegoś bardziej odpowiedniego dla nas. Przekonaliśmy się później, że plaże na tej wyspie są bardzo różnorodne. Myślę, że każdy może znaleźć coś, co go zadowoli. Za trzecim podejściem udało nam się odkryć nasze miejsce plażowania. Lasek sosnowy dostarczał odpowiednią ilość cienia, plaża  kamienista ale z mnóstwem drobnych kamyczków i muszelek, woda przy brzegu płytka i ciepła. Prawdziwy raj dla dzieci i dla rodziców (fantastyczny komfort, dzieci zaangażowane w zbieranie ciekawych okazów kamieni bądź muszelek, umożliwiały nam również wznieść się na wyżyny prawdziwego odpoczynku).

Baliśmy się plaż kamienistych (warto mieć ze sobą „karimaty”). Wychowani na polskich piaszczystych plażach, nie wyobrażaliśmy sobie, że kamieniste plaże mogą dostarczać dzieciom tyle atrakcji. Poza tym ta woda – ciepła, czysta … Nasz syn, który nigdy nie przepadał za wodnym żywiołem, akurat tam postanowił, że będzie nurkował. Trudno oprzeć się pokusie aby nie zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt i spróbować zbadać wodną faunę i florę na własną rękę. Sprzęt tego typu można zakupić w pobliskich sklepikach, w znacznie atrakcyjniejszej cenie niż w Polsce, zresztą podobnie z obuwiem plażowym. Wracając do plaż, można znaleźć na tej wyspie również plaże piaszczyste bądź piaszczysto-kamieniste, ale „nasza” plaża była na tyle atrakcyjna, że nie byliśmy zainteresowani poszukiwaniem innej.

Przez pierwszy tydzień byliśmy na tej plaży jedynymi turystami, a w drugim tygodniu pojawiły się dwie nowe rodziny. Komfort, cisza, intymność gwarantowana, wysokie temperatury zupełnie nieuciążliwe ze względu na możliwość schronienia się w lesie.  Wieczory spędzaliśmy w ogrodzie, który w zasadzie był tylko do naszej dyspozycji. Ogrody należące do poszczególnych willi, były tak zaaranżowane aby zapewnić zbawienny cień i utrzymać jak najdłużej poranny chłód. Dostarczały również wrażeń estetycznych, ciesząc oczy pięknem unikalnej roślinności. W takiej atmosferze każdy może naładować akumulatory na kolejny pracowity rok.

Po nasyceniu się plażowaniem podjęliśmy próbę zwiedzenia pobliskich miejscowości. Ponieważ dzieci nasze są jeszcze stosunkowo małe, byliśmy zmuszeni ograniczyć nasze zapędy poznawcze do minimum. A szkoda, bo jest wiele miejsc wartych obejrzenia.  Mieliśmy również okazję być w delfinarium. Dowiedzieliśmy się, że delfiny są wizytówką wyspy Cres. Bardzo dużo tych wyjątkowo przyjaznych zwierząt upodobało sobie właśnie jej wybrzeże. Wyspa Cres to również jedno z nielicznych miejsc na świecie gdzie spotkać można żyjącego tu sępa płowego.

W niesamowicie szybkim tempie nasze wakacje zbliżały się ku końcowi. Szkoda było nam opuścić tak rajskie miejsce, ale niestety przyszedł czas powrotu. Mamy nadzieję, że wakacje 2009  będziemy mieli szansę spędzić również w Chorwacji.